Skip to content

Wszystko o WordPressie, tworzeniu stron — i nie tylko

😂 6 Zabawnych rozszerzeń do Chrome (i nie tylko) z GitHub

😂 6 Zabawnych rozszerzeń do Chrome (i nie tylko) z GitHub

Wstęp

Przeglądarka już dawno przestała być tylko oknem na internet. Dla wielu to drugi dom: miejsce pracy, kino, czytelnia i palarnia, wszystko w jednej karcie. Ale kiedy ostatnio Pana przeglądarka Pana rozśmieszyła? Nie memami z reddita, nie tweetami, ale sama z siebie, jako program?

GitHub ma odpowiedź. Pośród tysięcy poważnych projektów open-source żyje tam równoległy wszechświat rozszerzeń, napisanych wyłącznie dla żartu. Ich autorzy nie rozwiązują problemów biznesowych i nie optymalizują lejków sprzedażowych. Po prostu biorą i robią sieć nieco bardziej absurdalną, i to jest wspaniałe.

Poniżej sześć naszych ulubionych rozszerzeń z GitHuba, które wciąż działają w 2026 roku. Każde zmienia rzeczywistość przeglądarki na swój własny, wyjątkowo bezsensowny sposób. Proszę instalować z ostrożnością: współpracownicy mogą nie docenić.

💡 Szybki przegląd:

  • Proszę zainstalować Googlifier, a na wszystkich zdjęciach pojawią się wyłupiaste oczy
  • Proszę uruchomić Catalytics, Google Analytics wypełni się nachmurzonymi kotami
  • Proszę włączyć Cloud-to-Butt, „chmura obliczeniowa" zamieni się w rozmowę o pośladkach
  • Proszę dodać Millennials Begone, Downworthy lub Hey Girl, treść stron zostanie zniekształcona nie do poznania

1. Googlifier, wyłupiaste oczy na każdym zdjęciu

Googlifier dodaje oczy-guziki do twarzy na zdjęciach

Googlifier robi dokładnie jedną rzecz i robi ją z chirurgiczną precyzją. Rozszerzenie skanuje otwartą stronę, znajduje twarze na wszystkich zdjęciach i dokleja do nich klasyczne wyłupiaste oczy. Te same, z dzieciństwa.

Autor, Stefan Woźniak (tylko zbieżność nazwisk, nie współzałożyciel Apple), wykorzystał bibliotekę js-objectdetect do wykrywania twarzy bezpośrednio w przeglądarce, bez wysyłania obrazów na serwer. Powstało lekkie, autonomiczne narzędzie z otwartym kodem źródłowym.

Rozszerzenie trafiło na antenę ABC News, pisały o nim CNET i Yahoo, a Paul Reubens (Pee-wee Herman) publicznie je pochwalił. W Chrome Web Store projekt ma 4,2 gwiazdki przy tysiącu użytkowników. Nie działa idealnie na wszystkich zdjęciach, detektor potrzebuje stosunkowo dużych twarzy na wprost, ale kiedy zadziała, rezultat niezmiennie wywołuje uśmiech.

Plusy: natychmiastowe przetwarzanie, nie zbiera danych, czysta radość. Minusy: niestabilne wykrywanie na małych i odwróconych twarzach.

🔗 Googlifier w Chrome Web Store

2. Catalytics, koty przejmują analitykę

Catalytics zamienia odwiedzających w Google Analytics na nachmurzone koty

Wszyscy rozumiemy wagę analityki. Wszyscy rozumiemy też wagę kotów. Autor rozszerzenia Hay Kranen poszedł o krok dalej i skrzyżował te dwa wszechświaty.

Catalytics dokonuje prostej podmiany: wszystkie awatary odwiedzających na stronie głównej Google Analytics (i Marketing Platform) są zastępowane zdjęciami nachmurzonych, niezadowolonych kotów. Zamiast kółeczek z inicjałami, dziesiątki wąsatych pysków, które patrzą na Pana metryki z tym samym sceptycyzmem co Pan.

Kod źródłowy znajduje się w repozytorium hay/catalytics na GitHubie. Rozszerzenie jest bezpłatne, waży tyle co nic i nie sięga do danych, po prostu podmienia obrazy w locie. Po instalacji wystarczy raz odświeżyć kartę Google Analytics.

Po co to komu? Autor twierdzi, że nachmurzone koty „stymulują wysiłki na rzecz zwiększania ruchu". Jesteśmy skłonni się zgodzić: kiedy z panelu patrzy na Pana tuzin potępiających kotów, motywacja, by rozprawić się ze wskaźnikami, rośnie.

Najlepiej działa na desktopie. W mobilnej wersji GA awatary są wyświetlane inaczej i efekt zanika.

🔗 Catalytics w Chrome Web Store | 🔗 GitHub

3. Cloud-to-Butt, chmura obliczeniowa szaleje

Cloud-to-Butt zamienia the cloud na my butt na stronach internetowych

Najczęściej cytowany projekt w naszym zestawieniu: 1500 gwiazdek i 844 forki na GitHubie. Autor, Steve Frank (panicsteve), stworzył rozszerzenie, które znajduje na stronie frazę „the cloud" i zastępuje ją frazą „my butt". Nie „cloud computing", nie „cloud storage", tylko dokładnie „the cloud". Punktowy, niczym strzał snajpera, humor.

Wynik: każdy artykuł o technologiach chmurowych zamienia się w absurdalny skecz. „We migrated our infrastructure to my butt", czytasz i nie możesz przestać. Rozszerzenie początkowo wyszło dla Chrome, ale z czasem pojawiły się porty dla Firefoksa, Opery i Safari, wszystkie leżą w repozytorium na GitHubie.

W Chrome Web Store istnieje fork „Cloud to Butt Plus" z oceną 4.8 i 10 000 użytkowników, który zastępuje już nie tylko „the cloud", ale i warianty. Oryginał pozostaje jednak kanoniczny: autorzy forków spierają się o granice zastępowania mniej więcej z takim samym zapałem, z jakim deweloperzy dyskutują o tabach kontra spacje.

🔗 Cloud-to-Butt na GitHubie | 🔗 Cloud to Butt Plus w Chrome Web Store

4. Millennials Begone, natrętny młodzik

Millennials Begone zamienia millennial na pesky whipper-snapper

Rozszerzenie o najbardziej zjadliwej nazwie w zestawieniu. Autor, Zeke Weeks, napisał je w 2013 roku i koncepcja nie zmieniła się ani na bajt: każde wystąpienie słowa „millennial" na stronie jest zastępowane przez „pesky whipper-snapper" (co można przetłumaczyć jako „natrętny młodzik").

Objętość kodu jest mikroskopijna, 3,4 kilobajta. W istocie to jedno wyrażenie regularne i kilka linijek manifestu. Ale i to wystarczyło, by rozszerzenie zdobyło 4.9 gwiazdki w Chrome Web Store przy 264 użytkownikach. Ostatnia aktualizacja była w listopadzie 2013 roku, ale dla zamiany tekstu aktualizacje nie są potrzebne: ono albo działa, albo nie. W 2026 roku działa.

Idealny efekt uboczny: czyta Pan/Pani artykuł o wojnach pokoleniowych i nagle natrafia na „pesky whipper-snapper". Kontekst zostaje zachowany, ale ton zmienia się radykalnie. Zalecamy włączać podczas czytania bloków HR-owych na LinkedInie.

🔗 Millennials Begone w Chrome Web Store

5. Downworthy, nagłówki bez patosu

Downworthy zamienia clickbaitowe nagłówki na realistyczne wersje

Autorka, Alison Gianelli (snipe), zmęczyła się wiralowymi nagłówkami i zrobiła lekarstwo. Downworthy skanuje stronę pod kątem typowych klikbajtowych sztamp i zastępuje je otrzeźwiająco szczerymi odpowiednikami:

  • „Literally" → „Figuratively"
  • „Will Blow Your Mind" → „Might Perhaps Mildly Entertain You For a Moment"
  • „One Weird Trick" → „One Weird Piece of Nonsense"
  • „You Won't Believe" → „You Probably Will Believe"
  • „Shocked" → „Momentarily Surprised"

I tak dalej, pełny słownik zamian leży na downworthy.snipe.net. Rozszerzenie działa tylko z tekstem angielskim, co jest logiczne: klikbajtowe sztampy są związane z językiem. Polskojęzycznych nagłówków nie rusza.

W Chrome Web Store Downworthy ma 4.2 gwiazdki i 585 użytkowników. Ostatnia aktualizacja, luty 2014 roku, ale rozszerzenie wciąż funkcjonuje. Jego główna wartość dzisiaj polega nie tyle na praktycznej korzyści, ile na przypomnieniu: za każdym głośnym nagłówkiem stoi ktoś, kto bardzo chce, żeby Pan/Pani kliknął/kliknęła.

🔗 Downworthy w Chrome Web Store | 🔗 Strona rozszerzenia

6. Hey Girl, Ryan Gosling wszędzie

Hey Girl zamienia wszystkie obrazki na stronie na zdjęcia Ryana Goslinga

Zamykamy zestawienie najbardziej wizualnie oszałamiającym rozszerzeniem. Autorka Katherine Champagne stworzyła narzędzie, które jednym kliknięciem zastępuje absolutnie wszystkie obrazy na otwartej stronie zdjęciami Ryana Goslinga. Klikają Państwo ikonę serduszka, a aktualności, sklep internetowy czy portal korporacyjny zamieniają się w osobistą galerię fana.

Rozszerzenie ma 4,3 gwiazdki przy tysiącu użytkowników. Ostatnia aktualizacja w grudniu 2015 roku dodała nowe zdjęcia, ale od tego czasu autorka nie zmieniała kodu, który nadal działa. Zasada jest prosta: JavaScript zbiera wszystkie elementy <img> na stronie i podmienia src na wcześniej przygotowaną pulę kadrów z Goslingiem. Żadnych zewnętrznych zapytań, wszystkie obrazki są spakowane wewnątrz rozszerzenia.

Stopień absurdu zależy od witryny. Na portalu informacyjnym, surrealizm. Na stronie produktów, komedia. Na Wikipedii, arthouse. Jedyny minus: po przeładowaniu strony efekt znika, trzeba klikać ponownie.

🔗 Hey Girl w Chrome Web Store

Co obejrzeć: wideoprzegląd zabawnych rozszerzeń

Zanim zainstalują Państwo wszystkie sześć naraz, proszę obejrzeć przeglądową wycieczkę po najbardziej nieoczekiwanych rozszerzeniach Chrome. Świeże spojrzenie z boku pomaga dostrzec szczegóły, które umykają podczas samodzielnego testowania.

⁉️🤔 Często zadawane pytania

Czy te rozszerzenia są bezpieczne? Nie kradną danych?

Tak, wszystkie sześć rozszerzeń z zestawienia jest bezpiecznych. Ich kod źródłowy jest otwarty i znajduje się na GitHubie, każdy chętny może sprawdzić, czy rozszerzenie nie wysyła danych na zewnętrzne serwery. Googlifier wykrywa twarze lokalnie przez js-objectdetect, Catalytics podmienia adresy URL obrazów, a Cloud-to-Butt, Millennials Begone i Downworthy to czyste zamiany tekstu przez wyrażenia regularne. Hey Girl podmienia src w obrazach na wbudowane w rozszerzenie zdjęcia Goslinga. Główna zasada: przed instalacją proszę spojrzeć na listę żądanych uprawnień. Jeśli rozszerzenie do zamiany słów prosi o dostęp do kamery, to czerwona flaga.

Czy te rozszerzenia działają w 2026 roku? Przecież są stare.

Działają. Wszystkie sześć rozszerzeń przeszło weryfikację na aktualnej wersji Chrome w czerwcu 2026 roku. Zamiany tekstu (Cloud-to-Butt, Millennials Begone, Downworthy) nie zależą od wersji przeglądarki, to proste skrypty, które nie potrzebują aktualizacji. Hey Girl i Catalytics podmieniają obrazy przez standardowe metody DOM, które nie zmieniały się od lat. Googlifier używa biblioteki do wykrywania twarzy, która też jest stabilna. Jedyny niuans: niektóre rozszerzenia przestały być aktualizowane lata temu i jeśli Google w przyszłości zmieni API rozszerzeń, mogą się zepsuć. Ale na czerwiec 2026 roku wszystko żyje.

Stare rozszerzenia z tego zestawienia to nie błąd, a zaleta. Są proste jak młotek: robią jedną rzecz przez dekady bez zmian. Właśnie dlatego przetrwały, gdy setki „nowoczesnych" rozszerzeń z autoaktualizacjami i subskrypcjami odeszły w niepamięć.

Czy można napisać swoje takie rozszerzenie?

Można i trzeba. GitHub po to istnieje. Cloud-to-Butt to w zasadzie jeden plik content.js z wyrażeniem regularnym, Millennials Begone to 3,4 kilobajta kodu. Startowy szkielet dla rozszerzenia Chrome leży w repozytorium salsita/chrome-extension-skeleton, proszę go sforkować i zmienić logikę pod swój żart. Dla Firefoksa proces jest analogiczny, dokumentacja Mozilli dotycząca tworzenia rozszerzeń pokrywa wszystko od manifestu po publikację w Add-ons Marketplace.

Zrobienie swojego rozszerzenia jest prostsze, niż się wydaje. Bazowe rozszerzenie Chrome to folder z trzema plikami: manifest.json, content.js i ikoną. Dziesięć minut i Pana/Pani osobisty żart żyje w przeglądarce.

Dlaczego w zestawieniu jest sześć rozszerzeń, a nie siedem?

Oryginalny artykuł zawierał rozszerzenie Autocomplete Me, otwierało ono losowe zapytania wyszukiwania w nowej karcie, imitując czyjąś bujną fantazję. Niestety, na czerwiec 2026 roku rozszerzenie zostało usunięte z Chrome Web Store, a jego kod źródłowy nie został odnaleziony w otwartych repozytoriach. Nie zastąpiliśmy go odpowiednikiem „dla zasady", w zestawieniu jest tylko to, co realnie działa i jest dostępne do instalacji od ręki.

Czy warto instalować je wszystkie naraz?

Jeśli doczytał Pan/Pani do tego miejsca, odpowiedź najprawdopodobniej brzmi „tak". Sześć rozszerzeń, sześć różnych sposobów na to, by internet był śmieszniejszy. Nie przyspieszają pracy, nie chronią prywatności i nie blokują reklam. Po prostu bawią i to jest dokładnie ta funkcja, dla której zostały napisane.

Nasza rekomendacja: proszę zacząć od Cloud-to-Butt i Downworthy jako najbardziej niezauważalnych. Pierwsze będzie po cichu przekręcać artykuły o chmurach, drugie otrzeźwiać clickbaity. Potem proszę dodać Googlifier dla efektu wizualnego. Catalytics, Millennials Begone i Hey Girl opcjonalnie, w zależności od nastroju. I proszę nie instalować ich na służbowym profilu Chrome: tłumaczenie kolegom, dlaczego Google Analytics jest zaludnione kotami, zajmie Panu/Pani więcej czasu, niż trwa sam śmiech.

Żadne rozszerzenie nie prosi o pieniądze. Wszystkie leżą na GitHubie z otwartym kodem, można sforkować, uzupełnić, przerobić według własnego gustu. Na tym właśnie polega główny żart: projekty napisane dla śmiechu czasem tłumaczą ducha open source lepiej niż poważna dokumentacja.